uncharted zaginione dziedzictwo recenzja

Uncharted: Zaginione Dziedzictwo – nie będę płakał za Nathanem [recenzja]

Jak Uncharted trzyma się bez Nate’a? Czy Chloe Frazer w godny sposób zastąpiła jednego z najsłynniejszych złodziei gier wideo?

Uncharted Zaginione Dziedzictwo recenzja

Branża gier od kilku lat zepsuta jest przez pazernych developerów. Firmy oczekują od graczy niemałych pieniędzy za wycięte przed premierą fragmenty gry, które trafiają do sprzedaży w formie DLC. Ludzie, których portfel jest większy niż ich mózg, dają w ten sposób developerom przyzwolenie na zarabianie dodatkowych pieniędzy minimalnym wkładem pracy.

Wydaje się jednak, że takie działanie ma też swoje plusy. Developerzy tacy jak CD Projekt RED czy Naughty Dogs pokazują dzięki temu swoją klasę.

Uncharted: Zaginione Dziedzictwo tworzony był jako ekspansja do Uncharted 4, ale rozwinął się do miana samodzielnego dodatku. Naughty Dogs zabiera nas na prawie siedmiogodzinną przygodę wartą swojej każdej złotówki.

Żegnaj Nathanie… Witaj Chloe!

Jako że Kres Złodzieja był… no cóż – Kresem Złodzieja, pierwszy spin-off Uncharted opowiada historię innych bohaterów. W Zaginionym Dziedzictwie wcielamy się w Chloe Frazer, ulubienicę fanów, która pojawiła się już w drugiej i trzeciej odsłonie cyklu. Jej partnerką zostaje Nadine Ross, pani najemnik z Uncharted 4.

Przed premierą The Lost Legacy myślałem, że raczej trudno będzie  zastąpić tak charakterystycznego bohatera, jakim niewątpliwie jest Nathan Drake. Jak się okazało, to nie Drake sprawia, że Uncharted to Uncharted, a rozgrywka i sposób opowiadania historii.

W Zaginionym Dziedzictwie, dwie panie wyruszają do dotkniętych wojną Indii, by odnaleźć mityczny Kieł Ganeśi. Fabuła bardzo przypomina historię poprzednich gier Uncharted. Dwie strony ścigają się o jakiś dawno zaginiony skarb. Choć opowieść jest pełna klisz znanych z tego cyklu, to w Uncharted chyba nigdy nie chodziło o oryginalność fabuły.

Coś za co niezwykle cenię sobie tę serię, to wyczucie Naughty Dogs, jak balansować między akcją, przerywnikami filmowymi, eksploracją pięknych miejsc, znowu akcją i dialogami, które w fantastyczny sposób rozwijają bohaterów.

Zaginione Dziedzictwo wspaniale na nowo przedstawiło graczom Chloe i Nadine. Chloe Frazer to pełna charakteru, często ostra w swoich wypowiedziach bohaterka, która w godny sposób zastąpiła Nate’a. Na dodatek nowa gra rozwinęła jej postać, opowiadając o jej przeszłości.

Dokładnie to samo stało się z Nadine. Po przejściu Kresu Złodzieja, zdecydowanie za nią nie przepadałem, a Zaginione Dziedzictwo zupełnie zmieniło mój punkt widzenia. Chłodna, acz momentami otwierająca się bohaterka świetnie współgra z upartą i zadziorną Chloe. Między paniami tworzy się mocna więź, której miło jest być świadkiem.

Jeśli, tak jak ja, potrzebujecie więcej Kresu Złodzieja

Zaginione Dziedzictwo to zupełnie nowa, ciekawa historia, jednak musicie pamiętać, że jest ona zbudowana na dokładnie tej samej rozgrywce, co Uncharted 4.

Walka jest dokładnie taka sama jak w czwórce, więc o tym raczej nie muszę się za dużo rozwodzić. Uważam, że gameplay Kresu Złodzieja jest fantastycznie skonstruowany i cieszę się, że The Lost Legacy dało mi znów do niego powrócić.

Muszę za to wspomnieć o dwóch świetnych scenach walki pomiędzy dwiema bohaterkami a głównym złym. Sposób w jaki Chloe i Nadine rozprawiały się z Asavem był tak cudowny, że najłatwiej porównać go do walki Bucky’ego i Kapitana Ameryki przeciwko Iron Manowi w Civil War. Chociażby dla tych scen warto kupić Zaginione Dziedzictwo.

Ważnym dodatkiem do rozgrywki w The Lost Legacy jest pistolet z tłumikiem, dzięki czemu gracze, którzy wolą się skradać, mają teraz większe pole do popisu. Być może Uncharted nie jest idealną skradanką, ale lekką i przyjemną, pełną emocjonujących momentów.

Narzekaliście na za długą kampanię w Kresie Złodzieja? The Lost Legacy w około siedem godzin zawiera wszystkie najciekawsze mechaniki z czwartej części Uncharted, nie pozwalając graczowi się zanudzić, ani pomyśleć – „To już? Tak szybko?”. Jeśli pokochaliście „czwórkę” za rewelacyjny system strzelania, genialnie stworzone poziomy, linkę do bujania się po drzewach, eksplorację autem i strzelaniny na samochodach to Zaginione Dziedzictwo da Wam tego jeszcze więcej w skróconej formie.

Uncharted: The Lost Legacy ma też otwartą lokację, którą przemierzamy samochodem, podobną do Madagaskaru z „czwórki”, tyle że dużo większą i ciekawiej skonstruowaną.

Podsumowując kwestię gameplayu – Zaginione Dziedzictwo jest zrobione w taki sposób, że nawet najbardziej zagorzali fani Uncharted, którzy uważają, że widzieli już wszystko, będą grać z otwartą buzią, podziwiając kunszt Naughty Dogs.

Więcej eksploracji i zagadek niż walki

Podczas ogrywania Uncharted: Zaginione Dziedzictwo nie trudno poczuć, że twórcy zdecydowali się zmienić tempo rozgrywki w porównaniu z poprzednimi częściami. Tym razem mamy do czynienia z większą ilością zagadek niż walk.

Łamigłówki są wymagające i przy kilku z nich naprawdę musiałem się pomęczyć, by znaleźć rozwiązanie. Zagadki dają wiele satysfakcji.

Zaginione Dziedzictwo jako pierwsza gra Uncharted?

Samodzielność (w kontekście ciągłości fabularnej UnchartedThe Lost Legacy potwierdza fakt, że w grze bohaterowie rzadko wspominają o wydarzeniach z poprzednich części. Jeśli jeszcze nie mieliście okazji poznać przygód Nathana Drake’a, to bez problemu możecie sięgnąć po Zaginione Dziedzictwo.

Wydaję mi się za to, że dużo lepiej najpierw poznać oryginalne cztery gry, a dopiero później zagrać w tę historię. Dzięki temu podczas niektórych scen nawiązujących do Drake’a na Waszej twarzy zagości duży uśmiech.

Jakie to jest piękne!

Grafika w Uncharted: Zaginione Dziedzictwo naprawdę potrafi zachwycić. Modele postaci, projekty lokacji, gra świateł czy ubrania bohaterów, reagujące na wodę albo błoto – to wszystko składa się na jedną z najlepszych opraw wizualnych w świecie gier wideo.

Już po kilkudziesięciu minutach gry wcisnąłem przynajmniej tuzin razy przycisk SHARE, by pobawić się w fotografa. Tryb foto doczekał się kilku dodatkowych opcji, co może wpłynąć na jakość Waszych screenów.

Multiplayer

Kupując The Lost Legacy otrzymuje się dostęp do trybu wieloosobowego w Uncharted 4. Od premiery Zaginionego Dziedzictwa dodano do multiplayera nowy tryb Survival Arena. Jeśli lubicie wyzwanie w postaci ciągle uderzających fal przeciwników, to zdecydowanie musicie sprawdzić ten tryb Przetrwania.

Czy warto kupić Uncharted: Zaginione Dziedzictwo?

Sześć godzin i trzydzieści sześć minut – dokładnie tyle czasu zajęło mi ukończenie Zaginionego Dziedzictwa. Czy warto na tę grę wydać około 140 złotych? Na to pytanie musicie odpowiedzieć sobie sami.

Nie ukrywam, że po ujrzeniu napisów końcowych The Lost Legacy poczułem, że była to gra, na którą czekałem. Nie odniosłem wrażenia, że była za krótka, ani za długa. Prawie siedem godzin to moim zdaniem idealny czas dla mniejszej przygody w świecie Uncharted.

Zaginione Dziedzictwo pokazało też, że seria świetnie sobie poradzi bez Nathana Drake’a. Nie spodziewałem się, że to przyznam, bo zawsze myślałem, że Uncharted JEST Nathanem, ale proszę bardzo – okazało się, że nie. Chloe i Nadine wspaniale sobie poradziły, biorąc na swoje barki nie lada odpowiedzialność. Jest to oczywiście zasługa ekipy Naughty Dogs, która zawsze tworzy coś więcej niż zwykłą grę wideo.

Serdecznie dziękuję PlayStation Polska za udostępnienie egzemplarza gry do recenzji 🙂

Moje inne zdjęcia z Zaginionego Dziedzictwa

[supsystic-gallery id=’23′]