Album Uniwersum DC Odrodzenie przedstawia krótką historię będącą podsumowaniem kluczowych wydarzeń sprzed kilku lat. Scenariusz napisany przez Geoffa Johnsa pełni również rolę wprowadzenia do kolejnego, po Nowym DC Comics (ang. New 52),  restartu uniwersum zatytułowanego Odrodzenie.

Świetne wprowadzenie do nowego uniwersum komiksów DC!

Nie ukrywam, że nie siedzę tak głęboko w komiksach superbohaterskich, by orientować  się we wszystkich wątkach. Wiele istotnych dla DC Comics tytułów jest jeszcze przede mną. Lektura Uniwersum DC Odrodzenie dała do zrozumienia, że czas najwyższy zabrać się za te komiksy. Jednak brak ich znajomości nie odbiera przyjemności z lektury tego albumu. Geoff Johns umiejętnie wprowadził mnie w tę historię i pokrótce wytłumaczył, co tu się właściwie dzieje. Pomocne również okazały się dodatki na końcu albumu. Tłumaczyły pewne zawiłości z niektórych stron, odnosząc się do poprzednich komiksów.

Scenarzysta mistrzowsko przedstawił głównych bohaterów tej historii, czyli Wally’ego Westa i Barry’ego Allena. Tragiczna sytuacja, z którą przyszło się zmierzyć temu pierwszemu została opowiedziana naprawdę przejmująco. Przez te kilka rozdziałów zdążyłem poznać historię, która doprowadziła do tego stanu rzeczy, ale i zdążyłem się w nią wczuć. Wczułem się tak mocno, że ostatnie strony były dla mnie bardzo emocjonalne.

Zazdroszczę czytelnikom, którzy od dawna śledzili tych bohaterów, zapewne dla nich finał komiksu musiał być jeszcze mocniejszy. Geoff Johns nie napisał, zwykłego, poprawnego wprowadzenia do nowego rozdziału komiksów DC. Uniwersum DC Odrodzenie czyta się jak samodzielną historię. Jeśli komuś przypadkiem wpadnie w ręce ten komiks, to czytelnik raczej tego nie pożałuje. Nawet zakończenie nie wymaga wcale dalszego śledzenia tej serii, choć oczywiście bardzo zachęca. Finał może być potraktowany jako otwarte zakończenie. Resztę historii można sobie dopowiedzieć samemu.

Strażnicy wiecznie żywi

Jednak ciężko po lekturze Uniwersum DC Odrodzenie nie sięgnąć po kontynuacje. Szczególnie, że rozpoczyna się tu kontrowersyjny wątek połączenia uniwersum DC z kultowym i wybitnym komiksem Alana Moore’a oraz Dave’a GibbonsaStrażnicy. Reakcje na ten pomysł wśród fanów są różne. Chyba znaczna większość nie jest zadowolona z wykorzystywania tego legendarnego, odrębnego komiksu, by zwiększyć  zainteresowanie i sprzedaż. Zwłaszcza powrót do Strażników jest nieelegancki w stosunku do autora. Alan Moore, jak wielu innych twórców komiksowych został bardzo źle potraktowany przez wydawcę.

Umowa polegała na tym, że po publikacji komiksu Alan Moore otrzyma z powrotem prawa do swojego dzieła, gdy tylko przestanie być dodrukowywany. Scenarzysta nie sądził, że Strażnicy osiągną tak gigantyczny sukces, więc prawa do tych bohaterów nigdy do niego nie wróciły. DC po pewnym czasie wydało nowe komiksy powiązane ze Strażnikami, a mianowicie prequele. Był to wielki cios dla Moore’a, w końcu jest to historia, której nie można porównać do innych komiksów superbohaterskich, których jest mnóstwo.

Jednak wydawca postanowił odcinać kupony po Strażnikach, co w pewnym sensie obdarło ten komiks ze swojej niepowtarzalności. I fakt, że Strażnicy stają się teraz częścią Uniwersum DC jest trochę smutny. Można powiedzieć, że wybitna historia, wybijająca się poza inne serie, głównie dla młodzieży, została właśnie zniżona do ich poziomu. Stąd też decyzja o dołączeniu Strażników do świata Batmana i Supermana spotkała się z taką dezaprobatą.

Moje zdanie na ten temat jest gdzieś po środku. Z jednej strony rozumiem niezadowolenie, ale z drugiej z chęcią przeczytałbym opowieść o tym jak Dr. Manhattan miesza w uniwersum DC. Zresztą wprowadzenie do tego zostało bardzo ciekawie opowiedziane. Szczególnie podobały mi się nawiązania do Strażników na niektórych planszach tego albumu. A jeśli dalszy ciąg wydarzeń okaże się tak interesujący jak początek, to może dołączenie Strażników nie będzie wcale tak złym pomysłem? Oczywiście ciągle pozostaje kwestia potraktowania Alana Moore’a. Słowo „zły” to za mało, by opisać emocje twórcy.

Ciężko jest mi się przyczepić do tego komiksu

Komiks nie jest, ani za długi, ani za krótki. Nie nuży i czyta się bardzo szybko. Jest pięknie zilustrowany przez pokaźne grono rysowników czyli Gary’ego Franka, Ethana Vana Scivera, Ivana Reisa oraz Phila Jimeneza. Największe wrażenie zrobiło na mnie zobrazowanie bezkresnej tułaczki młodego Flasha oraz ostatnia scena z Wallym Westem i Barrym Allenem. Właściwie całe DC Odrodzenie pod względem artystycznym jest bardzo ładnie przygotowane. Mam na myśli rewelacyjne wydanie tego albumu, a także projekty okładek dalszych komiksów wchodzących w skład tej serii. Album Uniwersum DC Odrodzenie zalicza się do cyklu DC Deluxe, więc o jakość wydania nie trzeba było się martwić.

Poza samą historią znajdziemy wstęp Diane Nelson, posłowie Kamila Śmiałkowskiego, galerię okładek, szkice koncepcyjne oraz, wspomniany na początku tekstu, przewodnik po Odrodzeniu. W przypadku tego ostatniego elementu, nie wszystko dobrze ze sobą zagrało. W albumie zabrakło paginacji, więc nie łatwo jest znaleźć strony, które tłumaczone są w przewodniku. To jest jednak jedyny mankament, który znajdziemy w tym wydaniu. Nie mogę nie wspomnieć o cenie komiksu, która wydaje się za wysoka. 70 zł za 96 stron komiksu to nie najkorzystniejsza oferta. Na szczęście jest to tylko cena okładkowa i bez problemu można znaleźć oferty w dobrych cenach.

Czy warto przeczytać?

Zostałem naprawdę pozytywnie zaskoczony. Geoffowi Johnsowi za scenariusz należą się owację na stojąco. Nie można nie zapomnieć o świetnej stronie wizualnej, która dodaje jeszcze większej autentyczności tej historii. Mam nadzieje, że to tylko wstęp do kolejnych udanych i wciągających opowieści o superbohaterach DCUniwersum DC Odrodzenie to komiks, który z czystym sumieniem mogę polecić. Pewnie Was tak samo miło zaskoczy jak mnie.

PS.

Recenzje na tylnej okładce nie kłamią 😉

Dziękujemy wydawnictwu Egmont za udostępnienie komiksu do recenzji! :)

Autor - Michał "k-pax" Bisiorek

Od najmłodszych lat pasjonuje się komiksami. Radość znajduje nie tylko w ich czytaniu, ale od czasu do czasu lubi coś narysować. Miłośnik japońskiej kultury, dobrej literatury i wciągających seriali.

Sprawdź inne artykuły Michał "k-pax" Bisiorek