Czwórka z Krakowa powraca, z jeszcze wielkim magnetyzmem oraz siłą. Nowy skład, materiał, energia, a także aranżację – to namiastka tego co działo się wczoraj, w warszawskim klubie Niebo. Koncert Clock Machine.

Kibicuję chłopakom od samego początku, dla mnie każdy ich koncert, płyta, eventy w jakich biorą udział, tylko pokrzepiają moje fanowskie serce, a intuicja względem ich umiejętności wcale się nie myli. Clock Machine słuchamy całą naszą rodzinką, mój mąż sentymentalnie wsłuchuje się w dwa pierwsze krążki zespołu, oczekując na koncertach niespodzianki w postaci Ćmy, Rain czy More, a nasze dzieciaki będąc jeszcze w moim brzuchu towarzyszyły zespołowi na koncertach.

Wczorajszy wieczór był dla mnie osobiście, mega pozytywną niespodzianką. Nie wiem, który to już koncert Clocków w moim życiu, ale z ogromną satysfakcją stwierdzam, że chłopaki przez ostatnie 3 lata dokonali pięknej ewolucji. Zmiana składu, poboczne projekty wokalisty zespołu, Igora Walaszka i przede wszystkim ich zewnętrzna, jak i wewnętrzna przemiana, sprawia, że Clock Machine to iście dojrzała kapela, która ma szansę skraść jeszcze więcej serc.

Chłopaki wczoraj zaprezentowali utwory z najnowszej płyty, na którą jeszcze musimy troszeczkę poczekać, jak również odświeżone aranżację poprzedniego krążka Love. Klub Niebo, został rozkręcony takimi kawałkami jak: Sense of space, So slow, Prognozy, Spadać i latać, Fama czy She’s got it. Niespodzianką był utwór, który co prawda jeszcze nie ma nazwy, ale wg wokalisty jest to tzw sztos.

Clock Machine, po ewolucji proponuję w trakcie swojej trasy utwory tak naprawdę dla każdego, jest trochę rocka, przy którym można poskakać, są także nuty bardziej w stylu chillout, które z tego co zauważyłam wśród publiczności, bardziej przypadają do gustu młodym parom, dając im chwile lekkiej intymności, są także ballady wykonywane przez Igora siedzącego na podłodze, na miarę samego Miśka Buble.

I tutaj skłaniam się do meritum sprawy, tym co zawsze owocowało na koncertach zespołu, był kontakt z publicznością, jaki chłopaki próbują nawiązać w trakcie wydarzenia. Po raz kolejny można było sobie zedrzeć struny, niosąc na własnych ustach, teksty zespołu. Dojrzały i naprawdę pięknie oszlifowany na przestrzeni lat głos wokalisty, w połączeniu z dojrzałością muzyczną reszty zespołu, daje niesamowite wrażenia, które zapamiętacie na bardzo długo.

Powiem szczerze, że wczoraj przysłuchiwałam się opinii osób, który były razem z nami na koncercie i pomysł stworzenia projektu Bass Astral x Igo, okazał się strzałem w dziesiątkę, który owocuję również na poczet Clock Machine, gdyż co najmniej połowa osób jaka bawiła się z nami na koncercie, przyszła gdyż słyszeli wcześniej Igora na letnich festiwalach w ramach BAxI.

Nie będę  zanudzać, bo mam wrażenie, że o chłopakach, można napisać już książkę, dlatego serdecznie Was zapraszam na koncerty Clock Machine, poczujcie to sami na własnej skórze i cóż czekamy na najnowszy krążek. Chłopaki ukłony za to co robicie i czekamy na kolejne niespodzianki!


Zalewski śpiewa Niemena. Krzysztof Zalewski nowa płyta.

Dawid Podsiadło Małomiasteczkowy / Dawid Podsiadło Nie ma fal

Autor - Tyśka

Współczesna, pracująca Matka Polka, lubiąca czasem rzucić spojrzenie na kulturę.

Sprawdź inne artykuły Tyśka