Już od pierwszych dźwięków Nadzy na mróz czułem, że Ciało obce szybko wchłonie się w moim organizmie, nie powodując odrzutów. Zamykający najnowszy album kawałek jest jednym z najpiękniejszych utworów, jakie ostatnio pojawiły się w moim odtwarzaczu, w wersji „play it again sam”.

happysad Ciało obce recenzja

Happysad to ulubieni przez dziennikarzy chłopcy do bicia. Zawsze coś nie tak, a to słabe teksty, a to harcerskie melodie, a to za przebojowo, a to za prosto. Z drugiej strony wielka rzesza fanów, którzy podążają za grupą od płyty do płyty, chociaż i tu nie zawsze jest kolorowo. Wiadomo każdy wie najlepiej, jak powinny brzmieć nowe nagrania happysad. To trochę podobna historia, jak w przypadku odbioru muzyki White Lies na wyspach, zawsze coś nie tak.

Na szczęście Kuba i ekipa mają już chyba wystarczająco twardą skórę i świadomość swojej drogi muzycznej, aby bez oglądania się na opinie innych, odkrywać w sobie nowe rejony wrażliwości. Te najnowsze zapisane są na krążku Ciało obce.

Na początku przesłuchałem album tak zwanym „szybkim palcem”. Taka przypadłość poszukiwacza chwytliwych radiowych melodii. Szok. Nie ma oczywistych hitów, łatwych piosenek, playlistowych samograjów, którymi zarzucimy antenę. Są uzależniające brzydkie kawałki, z którymi trzeba się zaprzyjaźnić.

Zakładam kurtkę, wgrywam piosenki do „zegarka*”, zapinam smycz i idę na spacer. Spokojnie krok za krokiem chłonę kolejne dźwięki, na długości dwóch ciał obcych. Megi upaja się zapachami zostawionymi na świeżym śniegu, a ja rozpoznaje te muzyczne, ukryte w kolejnych piosenkach.

Heroina sączy się do ucha trzy krotnie, wypełnia żyły łkającymi gitarami i wybucha chrypiącym saksofonem. Nie umiem kłamać pieszczotliwie eksploduje w refrenie, Medeline sprawia, że idzie się szybciej i rytmiczniej. Wszystkie utwory zyskują przy każdym kolejnym odsłuchaniu. Ściany gitar zderzają się z balsamem klawiszy w Czwartym dniu, a wino i śpiew będzie chóralnym koncertowym hitem.

Happysad Ciało obce zachwyca brzmieniem, pomysłami, nastrojem i melodiami, które subtelnie kokietują nasze uszy. Odkrywanie ich sprawia, że zostają w głowie na długie godziny. To płyta, która z którą warto zostać na dłużej. Pozornie nieprzystępna wciąga, aby za każdym razem odkryć nową muzyczną przygodę. Aaaaa… Nadzy na mróz i Heroina to dwa numery, które zabiorę ze sobą kiedyś na bezludną wyspę. Muzyczna miłość absolutna, nie wiem czy dam radę dziś zasnąć…

*zegarek – urządzenie wielofunkcyjne prowadzącego – odmierza czas, umożliwia kontakt ze światem i gra muzykę

happysad ciało obce

1. -1
2. dłoń
3. nie umiem kłamać
4. Medellin
5. czwarty dzień
6. dług
7. XXM
8. Ciało Obce
9. idę
10. heroina
11. nadzy na mróz

 

 

Kiedy już przespałem kilka nocy z płytą happysad Ciało obce, wtedy zespół wpadła do naszego studia, aby zagrać kilka kawałków na żywo. Do dziś uważam, że to jeden z najlepszych występów w MUZO.FM

happysad Heroina live

happysad Nadzy na mróz live

Enter Shikari The Spark recenzja z kontrapunktem.

 



Autor - Bisior

Na co dzień gada i gra na antenie MUZO.FM Czasem kiedy nie gada lubi coś napisać :).

Sprawdź inne artykuły Bisior