Ladies and Gentlemen. Będę mówił po polsku, bo chcę powiedzieć to, co myślę, a myślę zawsze po polsku

W najbliższą środę (19.10.2016) na Cmentarzu Salwatorskim w Krakowie odbędą się uroczystości pogrzebowe najważniejszego chyba twórcy w polskim kinie – Andrzeja Wajdy. Reżyser zmarł w wieku 90 lat w ostatnią sobotę (09.10.2016).

Andrzej Wajda reżyser filmowy i teatralny, w latach 1972 – 1983 twórca i kierownik studia filmowego Zespół Filmowy X, w 2001 założyciel Mistrzowskiej Szkoły Reżyserii Filmowej, ale także w latach 1989–1991 senator I kadencji i Kawaler Orderu Orła Białego.

Główny przedstawiciel i inicjator w kinie tzw. „szkoły polskiej”, twórca sztandarowych jej pozycji Kanał i Popiół i diament, w których reżyser dokonywał rozrachunku z czasami II wojny światowej. Realizował filmy na podstawie wielkich dzieł literackich takich jak Popioły Stefana Żeromskiego, Brzezina i Panny z Wilka Jarosława Iwaszkiewicza, Wesele Stanisława Wyspiańskiego, Pan Tadeusz Adama Mickiewicza, Zemsta Aleksandra Fredry czy Ziemia obiecana Władysława Reymonta. Twórca obrazów Człowiek z marmuru i Człowiek z żelaza osadzonych w tematyce społecznej i demaskujących patologie systemu komunistycznego w Polsce.

Polski reżyser najbardziej znany i uznany na świecie, a jego filmy na trwałe wpisały się do historii światowej kinematografii. Zdobywca Złotej Palmy w Cannes (1981) za Człowieka z żelaza, jego filmy były czterokrotnie nominowane do nagrody Amerykańskiej Akademii Filmowej czyli Oscara w kategorii Najlepszy Film Nieanglojęzyczny – Ziemia obiecana (1976), Panny z Wilka (1980), Człowiek z żelaza (1982) i Katyń (2008) – w końcu uhonorowany w 2000 roku przez Akademię nagrodą Oscara za całokształt twórczości.

26 marca 2000 roku w Shrine Auditorium w Los Angeles, odbierając z rąk Jane Fondy najbardziej pożądaną w świecie filmowym złotą statuetkę przedstawiającą rycerza opierającego się na dwuręcznym mieczu, stojącego na rolce filmu, Andrzej Wajda powiedział:

wajda-oscarLadies and Gentlemen,
Będę mówił po polsku, bo chcę powiedzieć to, co myślę, a myślę zawsze po polsku.

Przyjmuję tę zaszczytną nagrodę jako wyraz uznania, nie tylko dla mnie, ale dla całego polskiego kina. Tematem wielu naszych filmów były okrucieństwa nazizmu, nieszczęścia, jakie niesie komunizm.

Dlatego teraz chcę podziękować amerykańskim przyjaciołom Polski i moim rodakom, którym kraj nasz zawdzięcza powrót do rodziny demokratycznych narodów, do zachodniej cywilizacji i instytucji i struktur bezpieczeństwa. Gorąco pragnę , aby jedynym ogniem, którego doświadcza człowiek, był ogień wielkich uczuć – miłości, wdzięczności i solidarności.

Jeszcze długo każdy Polak będzie pamiętał te słowa wypowiedziane ponad 16 lat temu.

ziemiaPrzy takich smutnych okazjach jak ta, która się właśnie nadarzyła, zawsze wyruszamy w sentymentalną podróż do przeszłości i zastanawiamy się jak twórczość zmarłego wpłynęła na nasze życie. Co w nim zmieniła, jakie zostawiła ślady, z jakimi wydarzeniami na zawsze się będzie nam kojarzyć i w końcu, który z filmów cenimy i lubimy najbardziej ?

W wypadku Andrzeja Wajdy jest to mega trudny wybór. Przez wiele poprzednich lat na to ostanie pytanie w moim wypadku odpowiedź była natychmiastowa i jednoznaczna – Ziemia obiecana. Mistrzostwo pod każdym względem.

Fantastyczna warstwa literacka, która dała świetny scenariusz, wspaniała reżyseria i zdjęcia, która dała rewelacyjny klimat, muzyka, która go współtworzyła i genialne aktorstwo wszystkich odtwórców ról tworzących obraz. I to wielokrotnie nie tylko trzej panowie grający główne role. Przypomnę tylko Piotra Fronczewskiego grającego von Horna i słynną scenę kłótni z Hermanem Buchholzem granym przez Andrzeja Szalawskiego.

https://www.youtube.com/watch?v=F-ZKKI5aCfY

Mówiło się, że Piotr Fronczewski za tę scenę zasługiwał na nagrodę Oscara w kategorii Najlepszy Aktor Drugoplanowy dużo bardziej niż nagrodzony w 1976 roku George Burns.

Ale wróćmy do tematu. Do soboty moim ulubionym filmem Andrzeja Wajdy niewątpliwie była Ziemia obiecana, ale po wielkiej kotłowaninie w moim mózgu dziś muszę trochę zweryfikować swoje zdanie. Chyba jednak w twórczości Pana Andrzeja najbardziej cenię sobie film Niewinni czarodzieje.

Obraz uniwersalny, nieskażony polityką, historią, rozliczeniami itd. Film który mówi o tym co jest ważne dla każdego z nas. Jest to film o miłości, film o uczuciach, film o każdym z nas. Ale także film o tym jaki cynizm tkwi w każdym z nas, jak ciężko się go pozbyć, tak jak maski, którą każdy z nas zakłada w kontakcie z inną osobą. Ale co naprawdę jest ważne w życiu? Wszystko jest nieważne, bo jak pojawia się prawdziwe, szczere uczucie wszystko inne staje się nic nieznaczące, a my pokazujemy swoją prawdziwą twarz.

Film nakręcony w 1959 roku na podstawie scenariusza Jerzego Andrzejewskiego i Jerzego Skolimowskiego. Film, który nie był typową produkcją „szkoły polskiej” i stał się dla twórców odskoczną od tematów rozliczeń z historią, a penetrował świat pokolenia, które zainteresowane było tylko tym co tu i teraz. W tamtym czasie nie dopuszczano do realizacji filmów rejestrujących charakterystyczną dla popaździernikowego klimatu nową obyczajowość, a filmowcy marzyli o tym, aby kręcić filmy o zagadkowej, współczesnej młodzieży.

Akcja tego obrazu rozgrywa się w Warszawie i toczy się w najmodniejszych wówczas miejscach stolicy, tam gdzie młodzież uwielbiała się spotykać – klubach Stodoła i Largactil czy w sportowej Hali Gwardii. W epizodach wystąpiło wiele osobistości: kompozytor Krzysztof Komeda, współscenarzysta Jerzy Skolimowski, Zbigniew Cybulski, Kalina Jędrusik, Wanda Koczewska, Sława Przybylska, a w roli szefa zespołu jazzowego Roman Polański.

Ale mimo fantastycznych epizodycznych postaci jest o teatr dwóch aktorów. Para głównych bohaterów Niewinnych czarodziei – lekarz „Bazyli” grany przez Tadeusza Łomnickiego i licealistka „Pelagia” grana praz Krystynę Stypułkowską – pokazują, nam w tym filmie bardzo proste przesłanie o głodzie uczuć ukrywanym pod pozorami modnych namiastek.

Łomnicki jako „Bazyli” świetnie stworzył postać inteligentnego cynika, Stypułkowska zagrała świadomą, prowokującą osobę. Główni bohaterowie idealnie się uzupełniają, rozmawiając nawet przez moment, nie wydają się być sobą znudzeni. Potrafią siebie nawzajem zainteresować, bo nie od razu odsłaniają wszystkie karty. Boją się zaangażować naprawdę do końca. Do powagi swoich intencji przyznają się powoli na różnych etapach znajomości. Nawet przez moment nie mogą zgodzić się z faktem, że idealnie do siebie pasują i są dla siebie stworzeni. Głównym tego powodem jest tak bardzo u obojga widoczna cecha – cynizm.

Andrzej Wajda stopniowo ujawnia nam, że postawy głównych postaci to pozy i przebranie oraz podpowiada nam, że wszystkie atrybuty epoki, które widzimy w tym filmie, a którymi otaczają się postaci czyli boks, jazz, erotyka, zdjęcia Einsteina, filozoficzne formułki rodem z kolorowych magazynów służą im jedynie do ucieczki przed samym sobą. Sami zaś są w istocie osadzeni w tradycji, o czym zresztą przypomina nam tytuł, zaczerpnięty z Mickiewiczowskich Dziadów.

Odbiór filmu jest niejednoznaczny i trochę paradoksalny. Z jednej strony budzi on sympatię ze względu na swoją wiarygodność i do dziś traktowany jest jako film kultowy. Stanowi niezastąpione świadectwo swojego czasu. Z drugiej strony sami nie wiemy co sądzić o naiwności bohaterów, odartych – kiedy przyjrzymy im się z bliska – z magii środowiskowej niezwykłości, a jednocześnie aż do przesady cyniczni.

niewinniJednak mimo wszystko ten film zostaje głęboko w umyśle i sercu oglądającego. Nie wiem czy jest to spowodowane przejmującą muzyką Krzysztofa Komedy, czy specyficznym klimatem tego filmu, czy może jednak uniwersalnym tematem podjętym przez Andrzeja Wajdę już 57 lat temu, ale jednak tak bardzo bliskim, każdemu z nas niezależnie od czasu, w którym jest przedstawiany.

Sam Mistrz Wajda powiedział o tym obrazie, że jest to najbardziej obojętny politycznie film jaki zrealizował. I to niewątpliwie jest jego największy walor.

Nie! Jednak największym walorem tego filmu jest optymizm, bo mam nadzieję, że na świecie dla każdego istnieje idealna druga połówka.

Polecam gorąco, bo warto!!!