Rok 1994 był wspaniały i wyjątkowy dla muzyki rockowej. W tamtym czasie ukazało się mnóstwo wspaniałych płyt. Superuknown, Vitalogy, Dookie, Troublegum, No Need to Argue… to tylko przykłady, bo wymienienie wszystkich wydawnictw pochłonęło by jeszcze sporo linijek, a ja chciałem skupić się na szczególnym dla mnie albumie, który 8 kwietnia obchodził swoje 20 urodziny.

Mowa tu o płycie Smash, która z grupy The Offspring zrobiła gwiazdę światowego formatu i pozwoliła nieco inaczej spojrzeć na punkrocka. Od momentu swoich premier teledyski do utworów Self Esteem i Come Out And Play pojawiały się codziennie w MTV. Te dźwięki porywały miliony młodych ludzi. Tak było też ze mną. Gdy tylko kaseta Kalifornijczyków zagościła w moim walkmanie, to już rzadko go opuszczała. 


 

Płytę otwierało intro, w którym narrator witał nas takimi słowami:
Ahhh… to jest czas na relaks.
Wiesz, co to oznacza.
Kieliszek wina, twój ulubiony fotel
I oczywiście płyta kompaktowa…”
Można by pomyśleć, że czeka nas nastrojowy wieczór pełen odprężających melodii. Nic bardziej mylnego. To płyta pełna punkowego galopu, niesamowitej energii i stosunkowo różnorodna. W tekstach poruszane są głównie problemy młodzieży i to ona była adresatem tego krążka. Dało się to odczuć, nawet gdy ktoś – tak jak ja 20 lat temu – nie znał angielskiego. Przemoc, uzależnienie od narkotyków, szacunek dla samego siebie to motywy przewodnie płyty Smash.

Teksty oraz muzyka wcale się nie zestarzały i ciągle wracam do tego genialnego albumu. Co prawda kasety już nie mam, więc posiłkuję YouTubem, ale warto zainwestować kilka złotych w reedycję, która właśnie się ukazuje. A dla fanów dysponujących większym budżetem zespół przygotował taki oto zestaw. 

 

PaBin