Do kogo powędrują Kong: Wyspa Czaszki oraz Piękna i Bestia na DVD?

Na naszą skrzynkę mailową dostaliśmy dużo ciekawych odpowiedzi na pytania konkursowe. Chcemy bardzo podziękować Wam za udział w konkursach 🙂

Jakie odpowiedzi spodobały nam się najbardziej?

Piękna i Bestia

Zwyciężczyni – Joanna

W dowolnej formie przedstaw nam, jaki inny animowany film Disneya najbardziej chcesz ujrzeć w wersji aktorskiej i dlaczego akurat ten.

Uwielbiam filmy Disneya – muszę zaznaczyć już na wstępie. To one nauczyły mnie najważniejszych wartości w życiu, wzbogaciły w ogromną porcję wiedzy, a jednocześnie pozwoliły podróżować po przeróżnych zakątkach świata i czasu, aby bawić się oraz uczyć w tym samym czasie. W prosty, aczkolwiek zawsze wyróżniający się od innych produkcji, sposób odnawiały klasyczne baśnie bądź tworzyły zupełnie nowe historie wpisywane do kanonu animacji obowiązkowych do obejrzenia. W dzieciństwie, potrafiłam godzinami wpatrywać się w przygody Kopciuszka, Pocahontas, Alladyna, Tarzana bądź Arielki odtwarzane jeszcze z kaset wideo. Sentyment do tych ponadczasowych filmów oczywiście pozostał, ale ostatnio zakochałam się w świeżutkiej niczym ciepłe bułeczki opowieści o dwójce naturalnych wrogów, którzy wbrew powszechnie znanym faktom, stają się przyjaciółmi. Kto słyszał bowiem o przyjaźni ofiary z drapieżnikiem? W Zwierzogrodzie jak najbardziej jest to możliwe.
Właśnie ta ekranizacja w reżyserii Byron Howarda oraz Richa Moore’a całkiem niedawno w jednej z sal kinowych skradła moje serce i chciałabym, by została przedstawiona w wersji aktorskiej.

Choć produkcja w bardzo niewielkim stopniu naśladuje pierwsze filmy Disneya: różni się sposobem animacji, metodami kompozycji fabuły oraz kreowania bohaterów, zawiera w sobie przesłanie przekazywane od wielu lat. Przesłanie, trafiające do każdego widza: poczynając od najmłodszych, poprzez ich rodziców, aż do dziadków: w pojedynkę człowiek (jak widać również zwierzak ) niewiele może zdziałać, prawdziwe efekty przynosi dopiero praca w grupie, z przyjacielem.
Motto nie zostało jednak na siłę wciśnięte w postaci wielu scen i haseł moralizatoskich przewijających się przez dwugodzinny seans. Stanowi idealne dopełnienie do reszty. Do wybornego humoru, bawiącego na tym samym poziomie wszystkie pokolenia. Do barwnego, szczegółowo dopracowanego świata, w którym każde, nawet najmniejsze stworzenie, znajduje dla siebie świetnie dopasowane miejsce: niezależnie czy jest chomikiem czy słoniem. A także do wciągającej fabuły pełnej doskonale budowanego napięcia, wątków kryminalnych i sensacyjnych, tajemnic, niespodzianek oraz trafionych dialogów między parą głównych, antagonistycznych postaci w wielu komicznych, ale i dramatycznych sytuacjach.

„Zwierzogród” to przykład produkcji, świadczącej o tym, że niekoniecznie to co nowe musi być gorsze od starej, wszystkim znanej klasyki. Zachwyca już na poziomie pomysłu, w kwestii wykonania po prostu zwala z nóg! A genialnie musiałby się prezentować w wersji live-action? Wystarczy, że o tym pomyślę, by mieć w głowie aktorów ucharakteryzowanych na zwierzaki – w wykonaniu wytwórni Disneya efekt byłby powalający, na najwyższym poziomie! Mogę jedynie spekulować, choć w głębi duszy pozostaję bardziej niż pewna, że bez dwóch zdań taka odnowiona wersja animacji okazałaby się przebojem nie na miesiąc czy dwa, ale na całe lata!

Cóż tu dużo mówić… z przyjemnością zaliczam ten film do serii moich faworytów, gdyż mogłabym bez ustanku oglądać hopsającą posterunkową Judy w towarzystwie cwaniakującego Nicka, rozwiązujących zagadkę dziczenia drapieżników. Nie zapominając przy tym, rzecz jasna, o leniwcach, zwłaszcza tym najszybszym! 

Kong: Wyspa Czaszki

Zwycięzca: eiforr

Napisz, jaką walkę popkulturowych, gigantycznych monstrów chciałabyś/chciałbyś zobaczyć na wielkim ekranie. Chętnie przeczytalibyśmy też Twój pomysł, jak taka potyczka mogłaby wyglądać.

Kong vs. Hulk!

Nikt nie pamiętał o co zaczęła się ta walka: czy Kong podwalał się do She-Hulk metodą na Ann Darrow czy też może rozdeptał o jeden budynek w Nowym Jorku za dużo, ale faktem jest, że Hulk z doskoku właśnie wybijał congę na nosie małpoluda. Przynajmniej do czasu gdy dostał pstryczka w nos (chociaż w porównaniu do kinola Konga można tu raczej mówić o nosku) przelatując dwie i pół przecznicy – bicie rekordu w „pstryczku w dal” nie zakończyło się sukcesem tylko dlatego, że lot Zielonego został zatrzymany przez dwa sąsiadujące ze sobą drapacze chmur. Dziury w ścianie na wysokości piętnastego piętra included. Hulk szybko się otrząsnął i z okrzykiem „Hulk smash!” ponownie pokicał w kierunku gigantycznej małpy, która tymczasem zaczęła biec w kierunku zielonej pchły. I dobrze, bo po chwili nadziała się na tęgi prawy podbródkowy Hulka, co trzeba przyznać, trochę małpolem wstrząsnęło. Ale Hulk nie byłby sobą gdyby nie chwycił stojącego nieopodal czołgu (wojacy prysnęli z niego dużo wcześniej – pewnie widząc, ze pociski ani jednego ani drugiego stwora się nie imają) i jął wywijać nim niczym D’Artagnan szpadą, co było wodą na młyn Konga, który to właśnie trzymał w łapsku śmigłowiec pewnej znanej nowojorskiej stacji telewizyjnej. I tak właśnie zaczęła się kolejna faza pojedynku, tym razem na czołg i śmigłowiec, doprawiona fajerwerkami w postaci wybuchów sponsorowanych przez US Army, która jak zawsze na swój ognisty sposób zaczęła reagować na nietypową szermierkę rozgrywającą się w ich lornetkach. Po pół minucie z pojazdów został szmelc, a Kong wykorzystując nieuwagę Hulka podczas odrzucania na bok kawałka blachy (pozostałość po Abramsie) chwycił go w swoje łapsko, przełożył w stronę tylnej dolnej części swojego ciała i… zawył z bólu! Bo alter ego Bruce’a Bannera oderwało mu paznokieć, co pozwoliło mu uniknąć hańbiącej podcierki, jak również zmiany koloru skóry na ciemny brąz. I to bynajmniej nie za sprawą nagle odkrytych w sobie kameleońskich supermocy. Wymiana fang i argumentów siły trwałaby z pewnością jeszcze dłużej, gdyby nie fakt, iż Kongowi zachciało się pograć w koszykówkę, a co może być lepszego do odbijania niż żywa, zielona piłka rzucająca inwektywami („Hulk break your arms this time, Bigfoot!” to najlżejsza z nich) w stronę przeciwnika? Tylko żywa zielona piłka odbita z potężną siłą od ulicy, która wynalazła luki w obronie adwersarza (a dokładniej: w jego rozwartych paluchach) nokautująca olbrzymiego goryla całą zamaszystą siłą swoich zaciśniętych pięści. Kong pada, publika szaleje, a wojsko dalej odpala „fajerwerki” unieruchamiając przybysza z Wyspy Czaszki na dobre. W końcu król dżungli może być tylko jeden. I jest to król nowojorskiej dżungli!

Jeszcze raz chcemy podziękować nie tylko uczestnikom, ale również Galapagos za dostarczenie nam nagród do konkursu.

Do wygranych – zaraz się z Wami skontaktujemy 😉