Kingdom Come: Deliverance na premierę zebrało naprawdę zróżnicowane recenzje. Jedni nazywają grę niezwykle wciągającą, a jeszcze inni – po prostu nudną. Te ekstremalnie odmienne opinie tylko napawały mnie chęcią podróży do średniowiecznych Czech. Po dokładnym zanurzeniu się w ten świat jestem już w stanie powiedzieć, do której grupy graczy się zaliczam.

Kingdom Come Deliverance czy warto kupić, Kingdom Come Deliverance recenzja

Czas czytania: ok. 20 minut

Nim przejdę do mojej opinii, muszę szybko napomknąć, że ogrywałem znacznie usprawnioną wersję gry, niż recenzenci, którzy dostali Kingdom Come przed premierą. Studio Warhorse wypuściło sporą aktualizację (23 gigabajty!), które połatała wiele problemów, o których pisano w recenzjach.

Mój tekst pewnie też szybko się „przeterminuje”, jeśli chodzi o spostrzeżenia na temat optymalizacji i błędów gry, bo developer powinien zająć się doszlifowaniem swojego dzieła.

Średniowieczny świat jako powiew świeżości – Kingdom Come Deliverance recenzja

Współczesne RPG najczęściej opowiadają historie, osadzone w fantastycznych światach pełnych elfów, smoków czy innych mutantów. Kingdom Come: Deliverance to gra, której akcja ma miejsce w piętnastowiecznej Europie, w Czechach. To doprawdy przedziwne, że zrekonstruowanie znanego nam świata z lekcji historii wydaje się czymś świeżym w porównaniu do fikcyjnych krain.

Częste wizyty w takich regionach sprawiły, że stały się one chlebem powszednim gracza, natomiast rzadko spotykany w erpegach średniowieczny świat stał się pewną odskocznią.

I w tym kontekście Kingdom Come: Deliverance triumfuje. Praca Warhorse Studios w kwestii przedstawienia jak najbardziej historycznie prawdziwego świata jest zdumiewająca.

Realizm to słowo, które najprędzej wytłumaczyłoby, co twórcy chcieli przedstawić w swojej grze. W żadnym innym tytule nie doświadczyłem jeszcze tak dokładnego przedstawienia historycznego świata. Piętnastowieczna Europa Środkowa w tej produkcji to miejsce, które chce się zwiedzać.

Przemierzając piękne zielone, górzyste tereny Czech czułem spokój, jakiego bardzo brakowało mi w wielu RPG. Po wszystkich pięknych łąkach czy zapierających dech w piersiach lasach nie stąpa często żaden człowiek, poza mną. Pewnie, od czasu do czasu natkniemy się na podróżnika, kupca, zwierzynę lub obozowisko bandytów, co urozmaici naszą rozgrywkę, ale przez dłuższy czas nikt nie będzie nam przeszkadzał w rozkoszowaniu się tym niezachwianym pięknem natury.

W innych produkcjach sandboxowych uznałbym to za niemałą wadę, ale myślę, że te pustki poza miasteczkami i wioskami mówią nam coś o świecie gry. O świecie wojen, w którym mało kto chciałby się wychylać zza miłej osady w obawie przed złoczyńcami.

Właśnie – to osady będą miejscami, gdzie trwa życie. To tutaj chłopi pracują przy uprawie roli, kowale wytwarzają zbroje i miecze, a kupcy starają się sprzedać swoje towary. Wszystko tutaj toczy się z wolna, swoim własnym życiem… Chcę przez to powiedzieć, że gdyby usunąć całą warstwę fabularną Kingdom Come, to bez problemu ten tytuł mógłby być symulatorem średniowiecza. Warhorse Studios przyłożyło się i odtworzyło świat, który jest rzeczywisty. Każdy element środowiska czy architektury tu do siebie pasuje.

Sporą rolę w Kingdom Come: Deliverance odgrywa również religia katolicka. Zwykle w grach RPG tworzone są fikcyjne religie i na ulicach miast słyszymy o Wiecznym Ogniu, bombie atomowej czy innym Mitycznym Brzasku. Tutaj jesteśmy witani w niecodzienny sposób przez NPC-tów. Jeszcze nigdy tyle razy w ciągu dnia nie usłyszałem: „Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus.”. Mówię o tym, ponieważ to też jest ważna część tego świata. Chrześcijańskie wierzenia dalej ścierają się z pogańskimi, tworząc od czasu do czasu intrygujące wymiany zdań między postaciami. Na dodatek jesteśmy akurat w czasie wielkiej schizmy zachodniej, więc ludzie w grze chętnie rozmawiają na ten temat.

Możemy też pozwiedzać niebrzydkie kościółki we wioskach i ogromne budowle chrześcijańskiego kultu w największych miastach z poukrywanymi lekturami, należącymi do indeksu książek zakazanych. Poza tym tło historyczne, czyli czasy na chwilę przed reformacją, umożliwia budowanie realnego świata – tutaj zwykli chłopi, mieszczanie rozmawiają o trzech papieżach, a nieco dalej pewien ksiądz wygłasza nauki Jana Husa.

Jestem doprawdy zachwycony tym, jak mój bez wątpienia ulubiony moment w historii, schyłek średniowiecza, został mi podany w formie, w której jeszcze nigdy go nie poznawałem – gry wideo. Nie było produkcji, która zbliżyłaby się poziomem odwzorowania Europy sprzed sześciuset lat do Kingdom Come: Deliverance.

Twórcy wykorzystują też swoją grę do edukacji. W menu postaci obok naszego inwentarza znajduje się specjalny Kodeks, do którego z każdą podsłuchaną przez naszą postać rozmową, każdym minionym budynkiem i każdą historyczną postacią, z którą skrzyżują sie nasze drogi, dodaje się specjalna notka, przybliżająca nam świat gry. Stąd można przeczytać o średniowiecznym prawie, obyczajach, feudalizmie i wielu innych fascynujących rzeczach związanych z historią.

Przechodząc do samej gry, czyli fabuła Kingdom Come Deliverance recenzja

Bohaterem Kingdom Come: Deliverance jest Henryk, syn kowala ze Skalic. Po tym, gdy wroga armia niszczy doszczętnie jego wioskę, młody mężczyzna postanawia zemścić się, wplątując się w wielką grę polityki. Rozciągająca się przez lata historia to opowieść wykorzystująca klasyczny motyw zemsty, skupiająca się na rozwoju naszego protagonisty.

Mimo tego, że Henryk jest raczej prostolinijną, nudną postacią, to na swojej drodze trafi na wielu intrygujących bohaterów, którzy zdecydowanie urozmaicą nam przygodę.

Niestety, grając Henrykiem czułem pewien dysonans, który bardzo mi przeszkadzał. Nasz bohater jest bowiem dobrym chrześcijaninem i często powtarza, że jako dobry chrześcijanin nie może np. kraść, zabijać czy… wykopywać nieboszczyków. Ja natomiast jako osoba, która kontroluje poczynaniami Heńka, nierzadko rozkazuje mu wykonywać wątpliwe moralnie czynności. Czułem, że nie miałem zbyt dużego wpływu na to, co mówi. Jego słowa zwykle zupełnie nie korespondują z moim zachowaniem w grze.

Fabularnie Kingdom Come: Deliverance wypada dobrze. Nie jest to rewolucjonizująca historia, ale trzyma gracza w napięciu, nie nudząc go. To zdecydowanie nie jest najmocniejszy aspekt tytułu, ale – nie ukrywam – ciekawiły mnie dalsze losy Henryka.

  • Od zera do bohatera

Ważnym elementem tej historii jest również fakt, że nasz młody bohater, jako syn kowala, nie jest rycerzem. Na początku Henryk nie będzie za bardzo wiedział, jak walczyć na miecze czy rozmawiać jak szlachcic, co może powodować frustrację wśród niektórych graczy. Dopiero tak naprawdę po około 10 godzinach gry protagonista zaczyna rozwijać swoje umiejętności. Przed tym momentem w narracji, prawdopodobnie nie będziemy mieli szans wygrać starcia z żadnym wymagającym przeciwnikiem. Mnie szalenie spodobał się ten pomysł.

Często w różnych produkcjach RPG rozpoczynamy jako ktoś nieprzećwiczony w technikach walki mieczem, jednak nasi przeciwnicy są na naszym poziomie i nie stanowią dla nas większego zagrożenia. Tutaj w pierwszych trzech godzinach grania próbowałem się zmierzyć z pewnym przeciwnikiem… i nie mogłem nawet wyprowadzić udanego ataku.

Nierówny poziom zadań – Kingdom Come Deliverance recenzja

Możemy też umilić sobie czas grając w kości. Wciągają, zwłaszcza, gdy gramy o przedmiot potrzebny do jakiejś misji.

Zadania główne najczęściej są ciekawe i sprawnie pchają opowieść do przodu. Problemem są dla mnie niektóre zadania poboczne.

Tak jak w wielu innych grach z otwartym światem, by otrzymać misję dodatkową musimy podejść do wyznaczonego NPC-ta. Ubolewam nad tym, że mimo niezłych pomysłów na questy, są one bardzo kiepsko realizowane.

Ogrywając główną linię fabularną odnosiłem wrażenie, że moje działania mają wpływ nie tylko na świat, ale też na sposób w jaki potoczy się dalsza część misji. Na przykład – wkradając się do obozu przeciwników, by obliczyć ich liczbę gra zostawiła mi szerokie pole do popisu, jeśli chodzi o strategię. Mogłem spróbować zakraść się do obozu, przebrać w pancerz moich wrogów, a nawet spróbować dodać trucizny do ich jedzenia.

Zadania poboczne są znacznie bardziej liniowe i często nudne. Dobrym przykładem będzie misja, w której miałem odwieść trzy wieśniaczki od halucynogennej maści, którą wcześniej dostały od zielarki. Żeby dokonać tego, musiałem udać się na ich sabat, na którym przywoływały Szatana. W teorii niezły quest został biednie zrealizowany, dłużył się, a ja nie czułem się, jakbym mógł decydować o losie Henryka.

Na szczęście Kingdom Come: Deliverance wyposażone jest w wiele zadań, które wykonuje się z prawdziwą przyjemnością, jak chociażby fenomenalne zadanie z pewnym księdzem

Mocne elementy RPG – Kingdom Come Deliverance recenzja

Tak jak w starych erpegach, przydaje się tutaj dobra pamięć lub zeszycik, w którym zapiszemy informacje potrzebne do misji. W zadaniu widocznym na zdjęciu musiałem zapamiętać tekst piosenki i wyrecytować go zleceniodawcy.

Kingdom Come: Deliverance urzekło mnie oldschoolowym podejściem do rozgrywki. Nie jest to gra akcji z elementami RPG, jak w przypadku chociażby nowych odsłon serii The Elder Scrolls. Developer postawił na prawdziwe rolplejowe przeżycie z wymagającym systemem walki, poziomem trudności czy pełnym cyferek i liczb systemie rozwoju naszej postaci.

  • Walka

Zacznijmy od potyczek – walka na broń białą naprawdę błyszczy w Kingdom Come. Mamy tu do czynienia z systemem a’la For Honor czy Mount & Blade. Dokładnie wybieramy w którą stronę chcielibyśmy ciąć lub pchać mieczem. Nasz przeciwnik musi odpowiednio skorygować swoją pozycję, by dobrze sparować nasze uderzenie. Henryk, jak i nasi adwersarze, mogą robić uniki, kontrować ataki lub po prostu je blokować.

Potyczki nie są wymagające jedynie dlatego, że jak już wspomniałem, nasz bohater nie jest urodzonym szermierzem. Po prostu, aby osiągnąć sukces, musimy poświęcić trochę czasu, by doszlifować nasze własne umiejętności grania w tę grę. Przez kilka przegranych walk uczyłem się, jak zaskoczyć przeciwnika niespodziewaną kombinacją ataków lub w którym momencie mam wznieść swój miecz, by idealnie skontrować cios. Dużym wyzwaniem jest ścieranie się z kilkoma bandytami na raz. Potrzebna nam jest wówczas odpowiednia taktyka, by szybko nie umrzeć pod napływem ataków.

Ogromną trudnością, zwłaszcza na starcie, jest prawidłowe wykorzystanie naszej wytrzymałości. To ją tracimy podczas każdego zamachnięcia się bronią, uniku, bloku czy zranienia. Odpowiednie zarządzanie naszą kondycją pozwoli nam dłużej pozostać żywym na polu walki, ponieważ to ona wpierw musi nam cała się skończyć, by nasze punkty zdrowia zaczęły spadać.

  • Rozwój postaci

kingdom come deliverance rozwój postaci

Henryk będzie oczywiście zbierał punkty doświadczenia, które będziemy mogli rozdysponować, jak tylko chcemy. Przypomina to trochę Morrowinda. Walcząc rozwijamy naszą siłę, biegając – zręczność, skradając się – skradanie itd. Gdy zdobędziemy dziesięć punktów danego atrybutu lub umiejętności, będziemy mogli nauczyć Henryka specjalnych cech np. „Wykształcony – Poziom twojej umiejętności Czytania podniesie się o 3, ale o 1 punkt obniży się twoja Siła i umiejętność Sztuka walki„. Co ciekawe, prawie każde ulepszenie jednej cechy naszego bohatera niesie ze sobą pogorszenie innej.

Istotnym aspektem rozwoju Henryka jest zwracanie uwagi na statystyki pancerzy czy broni. W prawym dolnym rogu naszej karty postaci widoczne są wszystkie najważniejsze informacje o niej, takie jak Ochrona ciała albo Widoczność, Ekspozycja oraz Hałas, które wpływają na nasze powodzenie w skradaniu.

  • Strawa i spanie, czyli przesadny momentami realizm?

Nieciężko w średniowieczu było o darmowe jedzenie.

Henryk wykonując rozmaite misje, od czasu do czasu czuje głód lub chce iść spać. Wtedy, żeby chłop nie stracił swojej witalności, musimy przestać robić to, co robimy i poszukać łóżka lub znaleźć coś do jedzenia.

Problemem dla mnie w tym wszystkim jest to, że wydaję mi się to zupełnie zbyteczne. Dlaczego?

W kwestii jedzenia – gdy zorientowałem się, że prawie w każdym miejscu, gdzie znajdziemy ludzi (miasta, wsie, obozy drwali) nad ogniskiem wisi kociołek, z którego możemy podjeść czyjeś jedzenie, przestałem nosić zapasy w inwentarzu. Te zajmowały za dużo miejsca, a bez trudu mogłem znaleźć kolejne kociołki i szybko nasilić się w trakcie drogi. Mechanika głodu w związku z tym sprowadza się tylko do tego, że co jakiś czas musimy ukraść komuś pożywienie z garnka… „Ukraść” to raczej złe określenie, bo straż nas nawet za to nie ściga. Wygląda na to, że w średniowieczu każdy wchodził do czyjegoś domu, nabierał na łyżkę odrobinę zupy z kotła i wychodził.

Co do spania – sytuacja wygląda analogicznie. Gdy jestem w mieście, w którym nie mam własnego domu, to udaję się do pierwszego lepszego otwartego budynku i tam udaję się w objęcia Morfeusza. Jedynie raz strażnik w nocy wbiegł do mieszkania i powiedział, że popełniłem przestępstwo. Zapłaciłem wtedy pieniądze i jak się okazało straciłem również reputację w mieście, w którym to się wydarzyło. Reputacja Henryka w osadach sprawia, że mieszkańcy różnie go postrzegają. Wysoka reputacja sprawia, że kupcy sprzedają taniej produkty i łatwiej wyciągnąć od ludzi różne informacje. Niska renoma działa w odwrotny sposób.

Realistyczny symulator średniowiecza. Koń, po usłyszeniu gwizdu, teleportuje się do kościoła.

Mimo faktu, że podoba mi się pomysł wprowadzenia takich survivalowych elementów do gry RPG – wydają się one niepotrzebnym dodatkiem. Dobrze, że twórcy zaimplementowali do produkcji przycisk, dzięki któremu magicznie koń pojawia się obok naszego bohatera, bo nie wyobrażam sobie, żeby trzeba było za każdym razem iść do stajni.

Na szczęście nie wszystkie dodające realizmu mechaniki nie przypadły mi do gustu.

Szczególnie ciekawe było dla mnie to, że gdy pierwszy raz mój bohater wziął do rąk książkę, a literki były pomieszane! „No tak!”, pomyślałem. „Przecież Henryk nie potrafi czytać!”. Rzeczywiście, żebym mógł rozwijać swoje umiejętności poprzez słowo pisane, musiałem wpierw udać się do człowieka, który nauczyłby mnie czytać. Genialne!

Frustrujące części Kingdom Come: Deliverance recenzja

Jak możecie wywnioskować z recenzji, jestem w dużej mierze zachwycony Kingdom Come: Deliverance, jednak bez dwóch zdań – nie jest to gra idealna. Niektóre rzeczy w tym tytule potrafią bardzo zdenerwować.

  • Bugi

Podobno jest ich wiele i niektóre z nich uniemożliwiają ukończenie niektórych zadań. Ja z czymś takim się nie spotkałem. Nie mogę za to powiedzieć, że jest to gra wolna od bugów. Czasem jakieś postaci wchodzą w siebie, a innym razem moja postać odbija się od ziemi w taki sposób, że leci na kilka metrów do góry. Na porządku dziennym jest również problem z ładowaniem tekstur.

Nie natknąłem się za to na błąd w grze, który mógłby mi psuć przyjemność z jej ogrywania, choć internauci mają diametralnie inne doświadczenia.

Oby kolejna aktualizacja, którą twórcy za niedługo mają wypuścić, ograniczyła ilość bugów.

  • Specyficzny system zapisywania

Czyżby twórcy gry naoglądali się serialu Mr. Robot, że czasem ich kamera tak szaleje?

Na premierę gry, poza automatycznymi save’ami kontrolnymi, jedynymi sposobami zapisu było: wypicie napoju alkoholowego „zbawienny sznaps„, zaśnięcie w łóżku Henryka, wizyta w łaźni lub dotarcie do obozu w lesie. Nie było możliwości zapisu poprzez wyjście z gry, przez co gracze tracili progres, jeśli musieli szybko wyłączyć komputer.

Twórcy Kingdom Come na szczęście wysłuchali głosu ludu i dodali taką opcję w którejś z aktualizacji. Nie wiem tylko, czy nie potrzebne jest też dodanie większej ilości punktów kontrolnych.

Kilka razy zdarzyła się u mnie niepożądana sytuacja, w której po śmierci mojej postaci, straciłem prawie godzinę rozgrywki. Nie zawsze po wykonaniu zadania dodatkowego występuje checkpoint. Wyobraźcie więc sobie, że gdy robiłem przerwę od main questów, wykonując przez kilkadziesiąt minut zadania poboczne, zaatakowali mnie silniejsi ode mnie bandyci, a moim oczom szybko ukazał się napis „Nie żyjesz„. Oczywiście gra cofnęła mnie znacząco i musiałem wszystko robić od początku.

Jeśli komuś to bardzo przeszkadza, to istnieje modyfikacja na nielimitowane zapisy gry. Łatwo się tego problemu na szczęście pozbyć.

  • Marna optymalizacja

Kingdom Come: Deliverance ogrywałem na komputerze, wyposażonym w GTX 1070, Intel Core’a i5-6500 i 16GB RAM-u. Niestety, nawet gdy nie grałem na najwyższych ustawieniach, ilość klatek na sekundę potrafi spaść w miastach nawet do 30-40, powodując raczej nieprzyjemne doznania.

W cudownie wyglądających lasach produkcja śmigała bez większych zarzutów.

Mam nadzieję, że twórcy zdołają naprawić w kolejnych aktualizacjach optymalizację Kingdom Come.

Podsumowanie Kingdom Come Deliverance recenzja

Kingdom Come Deliverance czy warto kupić

Błędy techniczne i niektóre mechaniki, których nie jestem największym fanem, nie zdołały zmienić mojego zdania na temat Kingdom Come: Deliverance. Jest to produkcja wyjątkowa, w którą powinien zagrać każdy, kto interesuje się historią lub wyróżniającymi się grami RPG.

Będzie to przeżycie, które zapamiętam na długo i cieszę się, że twórcy mają w planach przygotowanie kontynuacji tej historii, ponieważ jej kolejny rozdział może być jeszcze bardziej dopracowany.

Kup grę na PC bez zabezpieczeń DRM

Serdecznie dziękuję serwisowi GOG.com za dostarczenie nam gry do recenzji 🙂 

Kingdom Come Deliverance czy warto kupić, Kingdom Come Deliverance recenzja

Autor - Maciek "Greadoit" Bisiorek

W wolnym czasie gra, czyta książki, ogląda filmy oraz seriale. Ma zdecydowanie za dużo wolnego czasu.

Sprawdź inne artykuły Maciek "Greadoit" Bisiorek